Mało kto, o ile ktokolwiek, wszedłby do pabu i powiedział ludziom że jeżeli myślą, że mają rozumy, to im się wydaje. Bohaterzy tego filmu mają ziemskie życie za iluzję, włącznie z ludzkim rozumowaniem.

Read this in English

 

Każda istota ludzka jest boską, ale nie rozumie swojej prawdziwej osoby. Jest ustawicznie pochłonięta wpływem swojego umysłu, swojego intelektu, który nazwać można wielką iluzją, mówi Vamsi Krishna.

 

every-human-being-is-god-himself 

Nie byłam nigdy buddystką, jogi, czy kryszną, i nigdy się nie stanę. Nawet gdybym chciała, wedle powyższego mogłoby mi się tylko zdawać że jestem, jakkolwiek pan Vamsi radzi sobie z faktem, iż o ile nie są zupełnie bezmyślne, jego słowa powstają przy udziale właśnie tej struktury którą ma za iluzję, czyli umysłu. Słowa produkowane przez strukturę mającą siebie za iluzję musiałyby mieć w sobie chociaż trochę omamienia.

 

 

Myślę, że rzeczywiście zdarza mi się zastanawiać nad psychologią i językiem. Bez ego bądź osobowości, czy mielibyśmy filozofię, religię, psychologię języka? Dobre czy złe, osobowości mają zawsze jakieś umysły, raczej ku własnemu szczęściu: nie wierzę iż chciałoby się komukolwiek istnieć jako nieprzytomna istota, a zdawanie sobie sprawy że się istnieje, żyje, oddycha — to już zadanie dla umysłu.

 

Ludzi cały czas odciągają zakłócenia. “Idź do pracy”, “idź to szkoły”, “zrób to”, “zrób tamto”, twierdzi Santos Bonacci, australijski astrolog, w filmie poniżej.

 

 

Bardzo, ale to bardzo naprawdę, lubię moje lingwistyczne zajęcia i prace. Nie mają one jak być zakłóceniami dla mojej osoby, choć mogą być także szkołą, czy pracą. Ale przede wszystkim: jakie nauki miałyby dla człowieka być tak korzystniejsze, żeby człowiek machnął ręką na umysł, a co za tym idzie, język? Nie ma języka, bez umysłu.

 

„Dla dzieci, tęcza jest czymś wyraźnym i widocznym; ale dorośli wiedzą,  że jest tylko iluzją powodowaną przez pewne promienie światła i krople wody”, możemy przeczytać o buddyjskich wierzeniach na temat duszy.

 

Uznając tęcze za iluzje, zapominalibyśmy, że je widzimy. Jeżeli coś jest postrzegane, musi to być coś rzeczywistego. Iluzje nie istnieją obiektywnie. Są subiektywnymi wrażeniami indywidualnych umysłów.

 

Ktoś może powiedzieć: ale Słońce nie kręci się wokół Ziemi. Percepcja doprowadziła ludzkość do błędu. Odpowiedzią, moją przynajmniej jest, że warto myśleć, co się widzi. Z Ziemi widzimy ruch. Jakiś ruch rzeczywiście ma miejsce i percepcja nigdy człowieka pod tym względem nie oszukała. Kwestią umysłową okazało się określenie, jaki to ruch.

 

Chociaż to nie Słońce kręci się koło Ziemi, zachowujemy ruch Słońca nad horyzontem jako skuteczną metaforę: nadal mówimy że to Słońce wstaje, czy zachodzi, a nie że Ziemia się do tego stopnia obróciła.

 

Tęcze widzimy także jako dorośli. Prawdziwej iluzji, o ile szukać, to w umyśle osoby która myślałaby, iż tęczy powinno dać się dotknąć, aby była prawdziwa. Tęcze to fizyczne zjawiska optyczne, wynikające z rzeczywistych meteorologicznych zdarzeń. Oczywiście, tęcze nie dowodzą życia po życiu.

 

Miejmy proszę na uwadze, że przypisano Siddharcie całe kolekcje nauk, zachowanych w przekazach ustnych, a po raz pierwszy zapisanych około 400 lat po jego śmierci, jak notuje Wikipedia. Kopie dostępne dzisiaj są jeszcze młodsze i nie da się ich uważać za oryginały Buddy, czy któregokolwiek z jego uczniów. Nawet język którym Budda mówił nie jest pewny. Spekulacje wskazują na dialekty Indo-Arjańskie okresu średniego, a w szczególe Pali.

 

Możliwe, że to przez błędy w językowym niuansie a potem translacji, nauki Buddy jak prezentowane dzisiaj, wzajem sobie przeczą. Budda przyznaje, że jego umysł jest zależny od jego ciała, a dalej, odżywiania. Doradza pozbycia się wszelkiej żądzy, lecz sam medytuje bez jedzenia, ulegając ewidentnie bardzo mocnemu pragnieniu — czy nawet pożądaniu — stanu psychofizycznego który nazywa wglądem. Prowokowane czy wywoływane impulsy lepiej by się nadawały aby je odrzucać, ale co do tego mogę zgodzić się buddystą tak samo jak z kimkolwiek, nie próbując robić „prawdy wyższej” z ludzkich preferencji.

 

Wróćmy do percepcji i istnienia. Powiedzmy, gdzieś daleko w kosmosie jest być może rzadki minerał, którego na tej Ziemi znaleźć się nie da. Owego odległego minerału nikt nie próbował, bo nikt go nigdy nie widział, ani nie badał. Czy da się powiedzieć, „ten minerał istnieje”? W pojęciach ziemskich, wypowiedź o istnieniu wymaga istniejących, postrzegających osób. Inaczej, nikt nie ma jak istnienia afirmować, w czym jest logika dobra także dla negacji. Nie ma osób bez osobowości. Nie ma nauk bez twierdzenia i przeczenia.

 

Budda poszukiwał „esencji osoby” i doszedł do wniosku, że nie ma trwałego ja: nie ma takiej części osoby która byłaby niezmienna i istotowa wobec ciągłości; nie ma indywidualnej części osoby która tłumaczyłaby tożsamość owej osoby w upływie czasu.

 

W pojęciach afirmacji i negacji, nauczanie to przeczy jakoby istniało postrzegalne „ja”, zakładając iż powinny istnieć „osiowe” jakości osobowości, czego się nie postrzega. Istotom ludzkim zdarza się używać słówka “osobowość” by powiedzieć, że ludzie różni, zarówno jak że indywidualnie nie są zawsze tacy sami. Nie ma natomiast ludzi “bezosobowych”.

 

Koncepcje Upaniszad redukują pojęcie ludzkiej osobowości do pięciu skandh. Argument buddyjski byłby sformułowany następująco:

 

  • Wszystkie procesy psycho-fizyczne (skandhy) są nietrwałe.
  • Gdyby istniało „ja”, byłoby trwałe.

Argument ten byłby tak rozwijany:

  • Gdyby „ja” istniało, byłoby częścią wykonawczą osoby, „kontrolerem”.
  • Prawdziwe „ja” nigdy nie miałoby jak się chcieć zmienić (to „zasada anty-refleksywności”).
  • Każda z pięciu skandh, elementów psycho-fizycznych, jest takiej jakości, że da się chcieć co do niej zmiany.

Upaniszadzka inferencją jest — nie ma „ja” bądź też ego.

 

Szczególnie miłość staje się w takiej perspektywie nieprzekonująca, a to na miłość powołują się jogini. David Icke, brytyjski jogin, proponuje nawet miłość bezwarunkową, a przecież gdyby „kochać” wszystkich i wszystko, nie kochałoby się naprawdę nikogo i niczego. Alfred van den Bosch jednak próbuje przekonywać:

Miłość jest klejem wszechświata, mówi.

love-is-the-glue-of-the-universe

 

Zanalizujmy pojęcia, jak w zestawie. Nie ma ludzkiego „ja” czy ego, nie zastanawiamy się jednak, jak uczucie mogłoby istnieć jeżeli nie miałoby od kogo pochodzić i nie byłoby komu go żywić: miłość możemy mieć za etykietkę. To jak Poxipol, a jak kogoś czy coś bardzo lubimy, to myślimy może bardziej jak BlueTac.

 

Poważnie: Miłość musi być harmonijna. Miłość musi być sprawą dla mojego umysłu. Miłość musi być przyjemnością, dla pożądanego trwania. Miłość to długotrwałe emocjonalne i intelektualne przywiązanie pociągające za sobą aktywne zainteresowanie bez jakiegokolwiek aspektu agresywnego. Zapraszam do rozmyślań:

 

 

Jeśli myślimy że to szczęście, że mamy wokół siebie właściwych ludzi, mylimy się, mówi pan Icke. Owi ludzie są, bo wysłaliśmy właściwy impuls. W strachu, przyciągamy odzwierciedlenia strachu. Wszyscy żyjemy jak krople wody w oceanie jaźni.

 

and-all-it-is

A to, jak wszystko inne, jest wyborem między strachem a miłością, mówi pan Icke.

 

Pan Icke jest być może pierwszym Brytyjczkiem sugerującym, że Szekspir nie nastarczyłby nawet na jeziorko z rybkami.

 

 

Strach to brak wszechpotęgi. Jeżeli nie jesteśmy nieskończoną miłością, wtrąca nas to w strach, mówi George Neo.

the-fear-is-a-lack-of-being-all-powerful

 

Opcja taka jak walka o wszechwładzę lub życie w ustawicznej fobii wygląda na nonsens. Racjonalnie, strach ani nie zapobiega problemom, ani nie ich nie rozwiązuje. Do pewnego stopnia i wedle rozsądnych oczekiwań, zależy to od człowieka, czy rozwinie „lękową postawę”.

 

Acintya Govinda Das, australijski historyk Wed, opowiada jak Ziemia przechodzi wieki Żelazny, Brązowy, Srebrny, oraz Złoty. W wieku Srebrnym, zło żyje za oceanem. W Złotym wieku, zło idzie mieszkać na innej planecie, a ludzie dostają dużo owego Złota. Tylko „poważnie mistyczni” jogini będą żyć w owym etapie, ale trzeba uważać, kto mógłby mieszać umysły, mówi pan Das. W tym kontekście, film pokazuje amerykańską Wielką Pieczęć.

 

Musimy sobie uświadomić, kto miesza w naszych umysłach. Nasze umysły to nasz największy problem, kiedy nie są pod naszą kontrolą, mówi pan Das.

 

Opowieść o metalowych wiekach przypomina Edykt o ekspulsji, wydany przez angielskiego króla, Edwarda I. W wieku Żelaznym zło żyje w ludziach, jak w społeczności różnorodnej etnicznie. W wieku Brązowym, zło żyje między ludźmi.

 

Pan Bonacci także uważa Wielką Pieczęć za niepokojącą. To on zaznacza, że „śmierć ciała nie jest nawet wydarzeniem”. Na pewno nie jest warta zaufania jego gramatyka.

 

Non-event, says Mr. Bonacci 

Gdybyśmy kontytuowali nauczanie oryginalnej religii natury, a nie zatrzymali się z nadejściem Chrześcijaństwa, wiedzielibyśmy, że śmierć ciała nie jest nawet wydarzeniem.

 

Interpretacja Wielkiej Pieczęci USA zależy w pewnej mierze od konsensusu. Autor, Charles Thomson, nie pozostawił tłumaczenia łacińskich fraz, bądź nic o takowym przekładzie nie wiadomo. Ja interpretuję Novus Ordo Seclorum jako Powstał Nowy Naród, A New People Come. „Nowy porządek wieków” do mnie nie przemawia. Wystarczy, że pomyślę o Renesansie i Oświeceniu.

Gregg Braden oskarża NASA o ukrywanie „jogińskiej prawdy”. Twierdzi że ma sekretną informację, odczyt nano-Tesla dla ataków z 11 września.

 

 

Pan Braden utrzymuje, że siły duchowe telewidzów doprowadziły do emanacji, która zmieniła pole elektromagnetyczne Ziemi. NASA to namierzyła, ale to ukrywa.

 

Nie mam i nigdy nie miałam dostępu do danych tajnych, ale nigdy nie widziałam „anonimowego NASA”, czyli ilustracji bądź wykresu bez choćby wzmianki o autorach, czy owej agencji ogółem.

 

Pan Braden mógł był porówać ilustracje na stronie internetowej NASA. Tutaj wzmianką jest „Credit: UC Davis”.

 

 

Trudno mi uwierzyć, żeby informacja jawna zupełnie się różniła od klasyfikowanej, w tym względzie. Anonimowość stwarzałaby miejsce dla dezinformacji. Tajne dane miałyby przynajmniej jakiś kod odniesienia. Wykres pana Bradena nie ma żadnej wzmianki.

 

vlcsnap-2016-10-27-09h21m51s708

 

Nie mam też pojęcia, jak by tu miała pasować jednostka miary taka, jak nano-Tesla: jako pomiar ludzkiej egzystencji?

 

Jednostka nano to jedna miliardowa. Ciężarówka z bateriami mogłaby zrobić więcej różnicy, zależnie od sposobu pomiaru.

 

Co dalej ważne, większość naukowców dopuszcza możność istnienia zjawisk niezbadanych, jak z naszym nieznanym minerałem gdzieś w dalekim zakątku kosmosu. Nie wszyscy wierzą tak, aby twierdzić, ale nie wyklucza się zupełnie możliwości istnienia zjawisk nie-materialnych. Materia czy anty-materia są kojarzone ze skończonością. Nano-Tesla to fizyczna jednostka miary. Nie rozumiem jak naukowiec miałby ją mieć za jednostkę miary ducha bądź duszy.

 

W prostej formie afirmatywnej, jogini w filmie mówią, że świadomość jest zbiorowa, zależy od kosmosu, a kojarzą ją z energią. Vamsi Krishna opisuje myśl jako coś co przychodzi z zewnątrz ciała, a nawet bombarduje.

 

bombardment-with-thought

Ogółem, istota ludzka jest stale bomardowana niechcianymi myślami, w ciągu dnia, co wyczerpuje jej energie umysłowe. Powoduje to drenaż energii fizycznej, mówi Vamsi Krishna.

 

Oto obraz który towarzyszy tej wypowiedzi w filmie. Jako realność, mogłaby to być sytuacja nawet agresywna.

 

vlcsnap-2016-10-28-08h43m46s188

 

W formie afirmatywnej, pan van den Bosch mówi, że myśli pozytywne, wędrują do pozytywnej kolektywności; negatywne myśli zachowują się przeciwnie, co może mieć szkodliwy wpływ na planetę.

 

Także w prostej formie afirmatywnej, Bud Barber mówi że jest świadom energii kosmosu, a wibracje postrzega w swoim ciele.

 

cell-vibrating

 

Powód (impulsów kosmicznych) jest ten sam dla którego komórka w ciele produkuje wibracje, wewnątrz siebie, dla pewności że stanowi całość, działa „pod tym samym adresem, mówi.

 

Albo sobie żartują, albo są pod jakimś wpływem. Proces myślowy danego mózgu może być inicjowany jedynie w owym mózgu, przez osobę której mózg to jest, a pozostaje w mózgu o ile nie zmieniony, zapomniany, czy wyrażony werbalnie, jako że eskspresja inna niż słowna wprowadza wieloznaczność. Myślenie nie powoduje wyczerpania, szczególnie jakby elektrycznością statyczną.

 

Komórki ciała nie wibrują, a pozostawanie w wibracjach przez dłuższy czas może być niezdrowe, podobnie jak w elektryczności statycznej, podejrzewanej o aberracje chromosomów oraz podwyżoną zachorowalność, w okolicach linii wysokiego napięcia.

 

W ściśle naukowych warunkach, dla których mierzone są wszelkie znane parametry danego środowiska, nie miała nigdy skutków myśl co do której nie podjęto żadnej czynności, a to włącznie z telekinezą. W końcu, prawa własności intelektualnej są indywidualne, nawet gdy grupowe, a nie kolektywne. Nauki i sztuki mogłyby jedynie cierpieć wraz z przeczeniem osobistej zasłudze.

 

Co do wpływu, elektromagnetyczne analogie do propagacji dźwięku rozważano już w latach pięćdziesiątych, a dla przykładu, SIS założono w 1909, nakładając nań publiczny wgląd dopiero w roku 1994. Kto wie, co będzie wiadomo za jakieś 80 lat? Dwadzieścia lat temu było szaleństwem dopuszczać możliwość MKULTRA. Nie poszłabym o zakład, że nie da się transmitować językowych formantów, czy innych form.

 

Eksperymenty nie przynależą wyłącznie z historią CIA. Donald Ewen Cameron był Szkotem, a William Sargant Brytyjczykiem.

 

 

W końcu, jogini mogą też błędnie używać słów. Mówiąc, że myśl przychodzi z zewnątrz ciała, mają na myśli (?) sugestię reklam, albo niezobowiązującą pogawędkę. Na pewno nie da się mieć iluzji za myśl. Jeżeli ktoś daje uroczystą czy poważną mowę, i tak nasze przemyślenie jest potrzebne, by nasze myśli pojawiły się w naszych głowach. Słyszenie czegoś nie jest tego myśleniem.

 

Sumując obserwacje o formach afirmatywnych i negatywnych, Zachodnie dyscypliny intelektualne dają więcej miejsca możliwości innej okoliczności czy myśli. Porównajmy cytat Wikipedii z Marka Sideritsa:

 

„Byddyście chodzi o to, że przy pewnej okazji jedna część osoby może mieć funkcję wykonawczą, a przy innej okazji, inna. Umożliwiałoby to każdej z części znalezienie się pod kontrolą, bez ani jednej z nich zawsze w roli kontrolnej (włącznie z ego). Wyjaśniałoby to, dlaczego da się poszukiwać zmiany którejkolwiek ze skandh, podczas gdy nie mamy niczego więcej niż owe skandhy.[31]

 

Szczególnie gdy chodzi o ludzką kondycję, moją preferencją pozostają style językowe intelektualizmu Zachodniego, wybiórczo. Pewność co do siebie nie ma jak usprawiedliwiać nawet próby decydowania o innych ludziach. Buddysta ma pełną swobodę by postrzegać siebie jako pięć skandh. Nie przeszkadza mi, jeżeli buddysta mówi, „nie mamy niczego więcej niż owe skandhy”. Nie zgodziłabym się z poglądami próbującymi objąć całą ludzkość tym pomysłem, z mówieniem „w istocie ludzkiej nie ma niczego więcej niż owe skandhy”.

 

Pamiętajmy, że Budda głodował, by medytować. Wedle przekazów, nawet zemdlał podczas takiej praktyki. Jego obserwacje mogą być wczesnym rozumowaniem o modusach stochastycznym i deterministycznym w działaniu ludzkich siatek neuronalnych. Tak jak nie posługujemy się mową zubożoną aby stwierdzić czym mowa powinna być, nie ma powodu posługiwać się dysfunkcją stanu głodowego jako przykładowym wskazaniem dla ludzi ogółem.

 

Procesy siatek neuronalnych przynależą ze standardową ludzką neurofizjologią, i możemy je postrzegać bez głodu, czy jakiegokolwiek stresu. Postrzeganie to może pomóc w gramatyce. Rozwinęłam moje ćwiczenia nie myśląc o żadnej religii i nie widzę jakiegokolwiek powodu, aby religię do tego kontekstu wprowadzać. Ćwiczenia te po prostu mogą pomóc radzić sobie z językiem.

 

 

O ile bym mogła, polecam też moją obronioną pracę magisterską. Znów, nie ma powodu implikować tu duchowej zbieżności.

 

Stałe ćwiczenie wzorców nie jest potrzebne u człowieka. Siatki neuronalne mogą działać zasadniczo stochastycznie bądź deterministycznie. Modus wypadkowy można oberwować intrapersonalnie, przy wolicjonalnym utkwieniu wzroku oraz motorycznej i kognitywnej nieaktywności. Wysoce deterministyczne zachowanie sieci można rozpoznać we wprawnych i wytrawnych językowych zastosowaniach, biorąc po uwagę konieczną ko-aktywację specjalizacji cerebralnej dla ludzkiej myśli, wyobrażeniowości, oraz lingwistycznego wykonania.

 

Utrzymane w funkcjach neuronalnych, odnotowano zapętlenie jako pomoc przy weryfikacji wzorców oraz zachowaniu ich zdolności do zmiany (Puppel, 1992). Stochastyczny modus siatki przyczyniałby się do gotowości, jaką Edward Lee Thorndike obserwował dla uczenia się ogółem. Modus determnistyczny współdziałałby przy ćwiczeniu neuronalnej dyspozycyjności.

 

 

Ludzkie ciało nie jest niezniszczalne. Ale tak jak nie przeczylibyśmy że piłeczki istnieją, bo da się je przebić albo rozerwać, stany ograniczonej jaźni nie dowodzą, że nie istnieje ludzka osobowość, a ludzki umysł jest iluzją. Zapraszam do rozumowania o przeżyciach bliskich śmierci.

 

Read this in English

 

Reklamy

Zapraszam do komentowania

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s